CICHO, CORAZ CISZEJ

Nadeszła jesień. Zdecydowanie. Pierwsze przymrozki zmuszają do czynności nieodzownie kojarzących się z nadciągającą zimą – zakładania szalika, skrobania szyb samochodu, włączenia silnika kilka minut wcześniej. Zimno. Mimo tego wyjątkowo lubię tę porę roku. Lubię chłód poranka, zamglone dni i długie wieczory z kubkiem herbaty w ręce. Lubię patrzeć na krople jesiennej rosy błyszczące w przydymionym słońcu mroźnego poranka. Lubię wracać do domu, który o tej porze roku wita mnie ciepłem. Nie fizycznym, kojarzącym się z nagrzanymi grzejnikami i grubym kocem. Z ciepłem emocjonalnym. Ciepłem obecności drugiego człowieka. Ciepłem, jakie wprowadzają długie rozmowy, przytulanie, dotyk, uśmiech.

Jesienią robi się ciszej. Zanika gwar letnich spotkań przy grillu. Zanika szum na ulicach. Ludzie zwalniają. Chodniki dużych miast zaczynają pustoszeć. Alejki parkowe tracą zwolenników ruchu na świeżym powietrzu. Z rynków usuwane są letnie ogródki tętniące życiem do późnych godzin nocnych. Kończą się imprezy w plenerze. Ludzie chętniej zostają w domach. Przychodzi czas na przemyślenia. Na refleksję, na nostalgię. Zasiadamy na kanapach w ciepłych papuciach. Mamy jakby trochę więcej czasu. Czasu na rozmowę.

Jesień, jak żadna inna pora roku, pozwala docenić obecność drugiego człowieka. Długie wieczory uruchamiają w nas potrzebę bycia z kimś. Latem, w tłumie, szaleństwie wakacji, gwarze nadmorskich knajpek, przepychu plaż mniej odczuwamy samotność. Lepiej radzimy sobie z chwilami samotności. Jesień na powrót wciąga nas w zamknięte przestrzenie naszych domów i nasila poczucie tęsknoty za drugim człowiekiem.

Dawno temu nauczyłam się być sama ze sobą. Dobrze czuję się w swoim towarzystwie, ale jednocześnie, jak każdy człowiek potrzebuję do egzystencji drugiego człowieka. W moim minimalistycznym życiu zasada jest prosta – nie częstość kontaktów, nie ilość wymienionych zdań, nie długość rozmów świadczą o jakości relacji. Świadczy o tym ich wartość. Są osoby niezmiernie ważne nie z powodu tego, że są najbardziej ‘’dostępne’’, ale właśnie dlatego, że są wtedy kiedy naprawdę mają być. Wtedy, kiedy ich potrzebuję, gdy szukam rozwiązań, gdy błądzę i oczekuję rady. Wtedy, gdy odnoszę sukces i chcę, by w nim uczestniczyli. Czasem osoby te pojawiają się raz do roku, czasem dwa, ale zawsze wtedy, kiedy są potrzebne. Rozmawiam z nimi sporadycznie, krótko, lecz wiem, że rozmowa trafia w sedno. Uruchamia wszelkie mechanizmy emocjonalne. Daje poczucie rozwiązania problemu, uspokojenia, dopełnienia.

Tegoroczna jesień pojawia się wraz z nieodwracalną nieobecnością kolejnej osoby. Zaskakujące jest to, że osoba ta była w moim życiu obecna tak rzadko, że właściwie nie powinnam poczuć nieobecności. Mimo tego odczuwam ją wyraźnie. Była to ważna osoba. Mój minimalistyczny zbiór ludzi godnych zaufania został uszczuplony kolejny raz. Znowu zrobiło się ciszej…

Published By
Sylwia Koszela

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *