PRZYWRÓCONE DO ŻYCIA

Niewiele ponad 100 kilometrów na wschód od Sztokholmu. W ciepły, letni dzień pod koniec sierpnia (jeżeli późne lato w Skandynawii potrafi w ogóle być ciepłe), na skraju niewielkiego (jak na europejskie standardy) miasta Eskilstuna, otwarto galerię handlową. Niezwykłą. Inną niż wszystkie. Pierwszą na świecie.

ReTuna, bo tak nazwano to unikatowe centrum sprzedaży, powstała w bezpośrednim sąsiedztwie gminnego punktu odbioru rzeczy używanych i nikomu już niepotrzebnych. Tych zepsutych i tych całkiem jeszcze dobrych. Zatrudniono tam osoby, których zadaniem jest wstępna selekcja rzeczy oddawanych przez okolicznych mieszkańców. Dzielą je na kategorie, naprawiają i przywracają dawny blask. Zreperowane, odnowione i na powrót błyszczące, stare rupiecie są ustawiane na sklepowych półkach, gdzie zaczynają nowe życie. Pewnie zdarza się, że trafiają z powrotem do swoich dawnych właścicieli.

Skoncentrowani na swoim wpływie na otaczające środowisko Szwedzi, uzyskują nieosiągalne dla innych wyniki recyklingu. Do tego stopnia opanowali gospodarowanie odpadami, że tylko niespełna 1% śmieci trafia na wysypiska. Niemal wszystko jest wykorzystywane. Przerabiane na tak bardzo potrzebną energię. Prawie nic się nie marnuje. Centrum ReTuna to kolejny krok w przyszłość. Naprawianie sprzętów i dalsze ich wykorzystywanie zgodnie z przeznaczeniem lub w zupełnie inny sposób, chroni zasoby naturalne. Ogranicza konieczność nieustannej produkcji nowych przedmiotów. Te stare, teraz naprawione można używać nadal.

Każdy minimalista staje przed problemem zagospodarowania rupieci, których należy się pozbyć. Możemy je wstępnie pogrupować na trzy kategorie. Do rozdania. Do sprzedania. Do wyrzucenia. Ostatnia kategoria budzi w nas największe kontrowersje. Zazwyczaj umieszczamy w niej przedmioty w naszej ocenie całkowicie bezużyteczne, podniszczone i bezwartościowe.

Szwedzki przykład odsłania niedoskonałości takiego podejścia. To, co nam wydaje się bezwartościowe i to, czego nie potrafimy naprawić, może okazać się cenne dla innych. A naprawdę dobry fachowiec może przywrócić życie wielu sprzętom, które zostały przeze nas spisane na straty. Naprawiając możemy innym pozwolić skorzystać z rzeczy, które zajmowały wolną przestrzeń w naszym zagraconym życiu.

Silną stroną minimalizmu jest dążenie do możliwości wpływu na otaczający świat. Wartościowego wpływu. Dbałość o środowisko jest jedną z najbardziej wartościowych form oddziaływania. Wielowymiarową i dalekowzroczną. Udowadniamy w ten sposób, swoje świadomie i nieegoistycznie podejście do życia. Pokazujemy, że minimalizm ma praktyczne zastosowanie i daje wymierne korzyści. Naprawianie zepsutych przedmiotów pozwala zdecydowanie przeciwstawić się kulturze nieustającej konsumpcji. Cywilizacji, która stale wymaga od nas pozbywania się wszystkiego, co chociaż odrobinę odstaje od obowiązujących trendów. Rzeczy nadal sprawnych i zupełnie niezniszczonych.

Nic nie stoi na przeszkodzie dalszego używania przedmiotów po ich naprawieniu. Śmiało możemy kupować z drugiej ręki, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na spłatę swoich wierzytelności, podróże lub swoje pasje. W ostateczności spróbujmy sami naprawiać to, co zepsute, traktując majsterkowanie jako ciekawe hobby i sposób na poprawę skuteczności w rozwiązywaniu problemów. Stańmy się „bohaterami domu” i jeszcze kilku innych domów naszych znajomych. Do tego potrzeba jedynie odrobiny cierpliwości i samozaparcia.

Jeżeli gromadzone przez lata przedmioty mają służyć jedynie do podnoszenia statusu i imponowania innym, to faktycznie, rzeczy używane, naprawione i przywrócone do życia … w zasadzie najpewniej się nie przydadzą. Niestety.

Published By
Aleksander Gatnar

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *