EKSPERYMENT

W czasie drugiej wojny światowej, amerykańscy naukowcy z Harvard Fatique Laboratory przeprowadzili pewien eksperyment. Zaangażowano w nim zdrowych ochotników. Studentów. Nie było to badanie z grupy tych makabrycznych, wzbudzających po latach święte oburzenie komisji bioetycznych. Było ze wszech miar interesujące. I na dodatek bardzo proste.

Test wysiłkowy na bieżni.

Brzmiało zupełnie niewinnie. I taki też był ten eksperyment. Zwykła bieżnia i zwykły test, trwający jedynie pięć minut. Z założenia nie był to spacer. Raczej przypominał ostre bieganie. Duży wysiłek wywołujący silny ból mięśni.

Uczestnicy badania wytrzymywali średnio na bieżni do 4 minut. Kilku z nich przeszło test bez większego problemu. Była też całkiem niemała grupa, która odpadła (niemal spadła z bieżni) po niespełna półtorej minuty.

Istotą badania nie była chęć oceny kondycji fizycznej nowego rocznika studentów przyjętych na studia. Chociaż, ich zaangażowanie w aktywność fizyczną podczas letnich wakacji mogło zdecydowanie wpłynąć na wynik testu. Badanie zaplanowano w taki sposób, by ocenić ich wytrzymałość w pokonywaniu, narastającego z każdą minutą, bólu mięśni i umiejętność wytrwania do końca, pomimo odczuwanego dyskomfortu.

Innymi słowy badano upór (można to także nazwać niezłomnością, nieustępliwością, samozaparciem).

Wiele lat później, gdy badani studenci przekroczyli sześćdziesiątkę inna grupa badaczy złożyła im niezapowiedzianą wizytę. Warto tutaj nadmienić, że test wysiłkowy był jednym z elementów zakrojonego na szeroką skalę badania, w którym z pewną regularnością badani musieli wypełniać kwestionariusze oceniające ich sytuację życiową. Tak więc naukowcy uzbrojeni w dane zebrane przez wiele lat, zapytali o obecną sytuację każdego z uczestników testu i porównali z wynikiem uzyskanym na bieżni w roku 1940.

W oczywisty sposób potwierdzono, że osoby, które z uporem ignorując ból wytrwały na bieżni, najlepiej ze wszystkich poradziły sobie w dalszym życiu. Osiągnęły wyznaczone przez siebie cele na płaszczyźnie zawodowej i w życiu prywatnym. Zbudowały dobrze prosperujące firmy i wytrwały w szczęśliwych związkach. Niezależnie od swojego ilorazu inteligencji, statusu materialnego z okresu przed podjęciem studiów czy innych okoliczności zewnętrznych. Osiągnęły sukces. Stworzyły swoje szczęście własnoręcznie. Z uporem.

Umiejętność przezwyciężenia wydłużającego się w czasie wysiłku fizycznego lub umysłowego (często obydwu jednocześnie) to cecha pozwalającą osiągnąć sukces. Upór, który zazwyczaj źle nam się kojarzy, w tym przypadku oznacza nieustępliwość. Wydaje się, że niemal wszystko zależy od nieustępliwości w dążeniu do wyznaczonego celu. Nawet wtedy, a może zwłaszcza wtedy, kiedy na drodze pojawiają się przeszkody, powodujące, że wysiłek staje się nużący i długotrwały. A przeszkody pojawiają się zawsze

Myślę, że mógłbyś spróbować powalczyć na tej bieżni przez 5 minut. Zwłaszcza mając gdzieś z tyłu głowy informację, że musisz wykazać maksymalnym uporem i wytrwałością. W codziennym życiu też pewnie dałbyś radę uparcie dążyć do wyznaczonego celu. Tyle, że tych ważnych celów masz jednocześnie kilka. Chcesz w tym samym czasie osiągnąć sukces na wielu płaszczyznach. Zbyt wielu. Chcesz wykonywać test na kilku bieżniach, przeskakując z jednej na drugą. W efekcie na każdej uzyskujesz wynik, co najwyżej mierny.

Jeżeli stajesz się minimalistą to upraszczasz życie właśnie po to, by skoncentrować się na jednej płaszczyźnie i na niej osiągnąć wymarzony sukces. Później koncentrujesz się na następnej. I następnej. Rzucasz wszystkie dostępne siły i środki w jednym kierunku. Dodajesz upór i wytrzymujesz najdłużej jak tylko się da. Nie odpuszczasz. I tak za każdym razem.

Wielu moich pacjentów boryka się z problemem otyłości. Rozmowy na temat diety, nadwagi, kalorii, posiłków i niepowodzeń w redukcji masy ciała, to chleb powszedni. Najczęściej schemat się powtarza. Pacjent deklaruje ogromne zaangażowanie i uzbrojony w wiedzę nabytą w sieci, rusza na swoją „bieżnię”. Wraca po kilku tygodniach mocno zawiedziony faktem, że ubyło dwa, może trzy kilogramy, a wskazówka wagi stanęła w miejscu. Oczywiście. Z początku było łatwo, ale bieżnia przyspieszyła i utrzymywanie tempa wywołało ból. A to bardzo nieprzyjemne uczucie. Rygorystyczne kontrolowanie jakości przyjmowanych pokarmów, żmudne liczenie kalorii, planowanie odpowiedniej aktywności fizycznej i co gorsza, realizacja tego wszystkiego w praktyce wywołała ból. Pot i łzy.

Dużo łatwiej się poddać. Zejść z bieżni. Zrezygnować.

Na nasze szczęście nieustępliwość jest podobna do mięśnia, który napinany regularnie pod coraz większym ciężarem, rośnie w siłę. Staje się silniejszy i wytrzymalszy, dając w zamian możliwość pokonywania rosnących obciążeń. Konsekwentnie używając uporu budujemy swoistą kondycję. Dodatkowo, kiedy umiejętnie koncentrujemy się na jednym zadaniu. Tym, które mamy przed sobą. Możemy, z pomocą coraz lepiej  wytrenowanego samozaparcia, doprowadzić je do szczęśliwego końca. Dzięki temu stopniowo budujemy poczucie własnej skuteczności i cały cykl się powtarza. Jedno zadanie, jedna bieżnia, pięć minut … i po bólu.

Uparcie idźmy naprzód.

Published By
Aleksander Gatnar

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *