NAJLEPSZE ŻYCZENIA

Z zaskakującą precyzją dobrze naoliwionej maszyny, Facebook przypomina o kolejnych urodzinach prawie wszystkich osób z szerokiego grona naszych społecznościowych znajomych. Oczywiście bezduszna aplikacja uwzględnia każdego, kto nieopatrznie zdecydował się ujawnić światu dzień, miesiąc i rok swoich narodzin.

Zastanawialiście się ilu z nas nadal „własnoręcznie” układa urodzinowe życzenia. Takie płynące z serca. Spersonalizowane. Przeznaczone wyłącznie dla tej jednej, jedynej osoby. Unikalne.

Nie jestem pewien, czy są dostępne dane statystyczne opisujące nasze zachowania w tej kwestii. Nie jestem w stanie ocenić, czy sformułowania typu „zdrówka”, „wszystkiego naj”, „spełnienia marzeń” – to nadal życzenia. Trafiające w czuły punkt, intymne, zaangażowane i dokładnie takie, jakie chcielibyśmy corocznie otrzymywać od naszych znajomych. Być może nawet częściej.

Staliśmy się konsumentami. Nie twórcami. Bardzo. Najbardziej, jak tylko to możliwe.

Większość z nas nie ma najmniejszych oporów przed przeglądaniem internetu w poszukiwaniu coraz bardziej fikuśnych życzeń urodzinowych. Bez skrupułów kopiujemy znaleziony tekst i wklejamy jako własny. To nic, że troszkę nie pasuje do obecnej sytuacji życiowej solenizanta. Zatwardziali w swoim uporze, życzymy miłości osobom, które nie potrafią zrozumieć dlaczego ich związek się rozpadł. Szczęścia tym, których zupełnie niespodziewanie los doświadcza chorobą nowotworową. Bogactwa, mającym na karku komornika. Radości wszystkim, dla których słońce właśnie teraz przestało świecić – w ich mniemaniu na zawsze.

Dlatego mądrze jest przesłać życzenia uniwersalne. Na tyle rozbudowane, że uważnie czytający adresat, przy drugim, może trzecim czytaniu, wyciągnie z tekstu coś dla siebie. I przy tym wszystkim nie poczuje się urażony.

Chociaż, moim zdaniem, powinien.

Do życzeń obowiązkowo należy dodać jakąś grafikę. Jakąkolwiek. Wzruszającą, motywującą, zabawną. I kwiaty. Koniecznie kwiaty. Takie na zdjęciu.

Sam przyłapałem się kiedyś na tym, że do życzeń dołączałem zdjęcie rozkosznego francuskiego buldożka, który ślicznie podnosi łepek w pozycji sugerującej cichutkie zawodzenie. Udaje, że śpiewa. Nad nim równie słodki napis: „Happy Birthday to You”. I jeszcze nutki. Dwie. Oryginalne, nieprawdaż? W zasadzie piesek mógłby się jeszcze zabawnie poruszać, a w tle powinien pojawić się głos, rozbawionej do łez, Marilyn Monroe. Żenujące.

Na swoją obronę napiszę, że życzenia były spersonalizowane maksymalnie jak to tylko możliwe. W stopniu w jakim znałem osobę, dla której były przeznaczone. W stopniu bardzo dobrym, dobrym, a może raczej miernym. Przeważnie miernym. Myślę, że czasem pasujące niedostatecznie.

Poza wąskim gronem najbliższych (z roku na rok coraz węższym) naprawdę się nie znamy. Często nie wiem, co słychać u każdego z moich znajomych. Nie ogarniam wszystkich drobnych zmian dokonujących się w życiu każdego z nich. Nie potrafię napisać słów, które sprawią radość, chwycą za serce i wprost udowodnią, że myślę, pamiętam i wiem, co dla adresata życzeń jest ważne. Słów, które udowodnią jego wartość w moich oczach.

Oczywiście bardzo ważne jest to, że pamiętamy o urodzinach. Najważniejsze.

Bardzo miło, że Facebook stale pamięta o tym, żeby nam przypomnieć o urodzinach wszystkich tych, o których powinniśmy pamiętać. Miły ten Facebook. Nie oszukujmy się, jesteśmy zbyt zajęci i sami z siebie nie pamiętamy. Życzenia wstawiamy na profilu znajomego, pomiędzy odstawieniem mleka do lodówki, a wstawieniem kolejnej porcji prania do pralki. Tak to wygląda.

Bardzo dobrze jest zapamiętać, co do kogo piszemy. Bardzo praktycznie jest mieć pod ręką życzenia uniwersalne. Jedne dla wszystkich. Mało to twórcze, ale zabiera niewiele cennej energii. Takie mamy teraz czasy. Aha … i jeszcze, mądrze jest zmieniać tekst w każdym kolejnym roku. Głupio byłoby się powtarzać.

Kończąc … „Wszystkiego najlepszego … i zdrówka!”. Bez sensu!

Published By
Aleksander Gatnar

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *