LINIA STARTU

Ziemia kolejny raz obiegła swoją gwiazdę i ustawiła się, jak co roku, na linii startowej kolejnego okrążenia. Uczciliśmy to hucznie. Fajerwerkami i szampanem. Po czym sami karnie ustawiliśmy się na starcie dorocznego biegu, którego celem jest zrealizowanie maksymalnej liczby noworocznych postanowień. Zaczął się Nowy Rok.

Stoję przed zupełnie pustą tablicą. Mogę ją zapełnić w dowolny sposób. Wymyślić cokolwiek. W zasadzie mogę wszystko, co tylko przyjdzie mi do głowy. Mam miriady możliwości. Mogę w tym roku stać się całkowicie nowym człowiekiem. Mogę sprawić, że ta pusta tablica zniknie przykryta ogromem samoprzylepnych karteczek. Zadań do zrobienia w nadchodzącym roku. Mogłoby być przepięknie. Kolorowo.

A może zamiast zmienić się w nową osobę, w kolejną ulepszoną wersję samego siebie, w wersję zgodną z oczekiwaniami bliskich i otaczającego świata, powinienem tym razem skoncentrować się na tym, by być prawdziwy, autentyczny i wystarczająco dobry. Skupić na tym, by być sobą. Dokładnie taki jaki jestem. Niedoskonały. Omylny. Uparty. Upadający raz za razem. I konsekwentnie podnoszący się z kolan.

Wielu z nas znów pozwoli się uwieść obietnicy, która kusi możliwością rozpoczęcia wszystkiego od nowa wraz z początkiem nowego roku. Wielu postawi sobie niebotyczne wyzwania. Zgromadzi na swoich profilach grono znajomych stanowiących grupę wsparcia. Będzie monitorować swoje postępy na Facebooku, Twiterze i Instagramie, oczekując pomocy w chwilach zawahania. Zrobią to pomimo ogólnie dostępnych badań sugerujących, że od 81 do 92% noworocznych postanowień nie ma najmniejszych szans na realizację. Zrobią to, nawet wtedy.

Przekornie postanowiłem stanąć z boku. Zrobić coś, co wydaje się nieco trudniejsze. Tym razem chcę się nacieszyć pustą tablicą, którą mam przed sobą. Zmusić się do większej dyscypliny i spróbować nie zapaćkać jej tysiącami trywialnych spraw i „niewiarygodnie ważnych” rzeczy do zrobienia. Chcę pozwolić sobie na krytyczne spojrzenie na całe to noworoczne szaleństwo.

Czy naprawdę muszę zrobić to i tamto? Czy muszę koniecznie stać się ulepszoną wersją samego siebie? Czy realizacja kolejnych wyzwań to istota mojego sposobu na życie? Czy te wszystkie zadania całkowicie mnie odmienią i sprawią, że będę szczęśliwy? A może będzie jak dotychczas. Będę wyczerpany, zmęczony, rozdrażniony. Zły na siebie, że znowu dałem się wciągnąć w starą jak świat grę w porównania. Kto z nas lepszy? Kto szybciej osiągnął wymarzony sukces? Kto zgarnął to, co było do zgarnięcia?

A tymczasem Ziemia kolejny raz okrąży Słońce i znowu stanie na linii startu.

Ciekawe na jakim etapie realizacji zastanie każdego z nas.

Jeżeli chodzi o mnie, nie zamierzam się spieszyć. Już nie.

Published By
Aleksander Gatnar

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *