PRZEDŚWIĄTECZNE PORZĄDKI

Chyba żaden inny okres w roku nie nastraja do porządków tak jak Święta. Kiedy poranne promienie zimowego słońca padają na szarą i lekko zmarzniętą ziemię, podkreślając w sposób czasem wręcz brutalny spustoszenia jakich dokonał pierwszy mróz, uświadamiamy sobie jak dużo pracy i energii trzeba włożyć w to, by nadać naszemu otoczeniu świeżości. Jednak świąteczna energia aż z nas kipi. Zamykając oczy widzimy czysty, uporządkowany dom, poukładane rzeczy i wypucowane na błysk okna.

Z wprowadzaniem minimalizmu w życie jest trochę jak z przedświątecznymi porządkami. Na początku przytłacza Cię obraz pracy, którą masz do zrobienia. I nie mówimy tu tylko o porządkowaniu rzeczy materialnych, ale także o niedokończonych sprawach, złych emocjach, niekoniecznie słusznych wyborach, których konsekwencje ciągną się za nami przez nasze życie. O uczuciach, pasjach, źle określonych celach. Góra rupieci. Do wysprzątania. Kiedy uświadomisz sobie jak wiele w twoim życiu jest do uporządkowania, popadasz w przygnębienie. Od czego zacząć?.

Krok po kroku. Usuwając z naszego życia niepotrzebnie, zagracające go elementy robimy sobie miejsce na rzeczy najważniejsze. Kreujemy pustą przestrzeń, która ma nam dać swobodę, możliwość wyboru, możliwość stworzenia czegoś nowego, wartościowego, interesującego. Czegoś co sprawi, że nasze życie nabierze zupełnie nowego wymiaru. Da poczucie, że sami naprawdę odpowiadamy za siebie, że to my decydujemy o swoim życiu. Nie konwenanse, nie ludzie obok, nie szef i nie praca, ale my sami.

Nie zawsze jednak mamy tyle odwagi by wysprzątać swoje życie. Nawet nie dlatego, że boimy się podjąć decyzje. Nierzadko pusta przestrzeń jest czymś, co przeraża nas bardziej niż zagracone życie. Wypełniamy nasz świat byle czym właśnie po to, by nie zostało w nim ani trochę wolnego miejsca i czasu. Dlaczego? Ponieważ kieruje nami strach. Boimy się odpowiedzialności za swoje życie i co jeszcze gorsze, boimy się, że nie będziemy mieli co z nim zrobić jeśli zniknie z niego nadmiar. Podświadomie zadajemy sobie pytania typu: jeśli wyjdziemy z toksycznego związku, to co nam zostanie? Samotność? O nie! Wypracowany latami instynkt stadny podpowiada nam, że lepiej być nieszczęśliwym w grupie, niż szczęśliwym w samotności. Dlatego wolimy tkwić w nieudanych związkach, nie satysfakcjonujących relacjach, nieszczerych przyjaźniach niż świadomie zdecydować się na bycie samemu. A samotność jest krokiem niezbędnym by móc zacząć zapełniać swoje życie czymś nowym. To jak z wysprzątanym domem. Najpierw musisz usunąć rzeczy niepotrzebne, by pojawiło się puste miejsce i dopiero na te puste miejsca wprowadzasz nowe elementy. Nowe dekoracje. Dopiero na odmalowane ściany z dumą zawiesisz nowy obraz. Nie da się upiększyć obrazem ściany z której odpada stary tynk. Ubytki pod spodem i tak pozostaną. Tak też jest z naszym życiem. Nie ‘’upiększymy’’ naszego życia dokładając w nim kolejną nieszczerą relację lub przyjaciela na facebooku. Nie upiększymy też naszego życia, gdy fundamentalne problemy przykryjemy na zewnątrz obrazem szczęśliwego człowieka.

By było pięknie najpierw musi być pusto. Pusto i czysto. Czysto od zbędnych rzeczy, relacji, złych emocji, uczuć i nadmiaru. Później przychodzi etap upiększania. Z głową. Wprowadzajmy w życie tylko to, co naprawdę powinno się w nim znaleźć. To, co nadaje naszemu życiu sens, szczęście i spełnienie. Wprowadzajmy prawdziwe relacje, autentyczność, pasje i rozwój, kilka naprawdę przemyślanych celów do realizacji, kreatywność. I dbajmy o to, by nasze życie zawsze było nasze.