CZTERY PORY ŻYCIA

Listopad to miesiąc wyjątkowy. Czas, w którym nastrojeni długimi wieczorami, deszczem spływającym po szybach oraz intensywnością kolorów otaczającego nas świata, bardzo często ulegamy zadumie. Zadumie nad czasem właśnie. Nad przemijaniem. Nad sensem życia.

Często, przyglądając się swojemu życiu z perspektywy mijających dni, wracam myślami do tego, co już było. Do dzieciństwa. Gdy beztroska zabawa i nieograniczona swoboda, zapełniały moje dni. Gdy obowiązki szkolne czy domowe stanowiły element codzienności, ale nie sprawiały problemów. Ten okres mojego życia nieodzownie kojarzy się z wiosną. Wszystko było nowe, świeże, radosne, rześkie. Tak jak ja, trochę dzikie i lekko nieogarnięte.

Wraz z tym, jak dorastałam zmieniało się moje nastawienie do świata, kształtował się charakter, zmieniały poglądy. Przyszedł okres wczesnej dorosłości. Czas buntu i frywolności, tak jak w letnie wakacyjne dni. Szalonych imprez i pierwszych poważnych problemów przypominających w swej sile letnią ulewę. Przyszło w moim życiu lato. Pełne ciepła, radości, burz i ulewnych deszczy. Czas gdy szarpały mną nierzadko skrajne emocje.

Okrzepłam. Wydoroślałam, wiele rzeczy zrozumiałam. Wiem już, że życie nie polega na ciągłej walce ze wszystkim i o wszystko. Wiem, że dla spokoju psychicznego i komfortu mojego i mojej rodziny czasem warto odpuścić. Wiem, że kariera to nie sens życia, a pieniądz nie jest miernikiem szczęścia. Spokorniałam. Mam czas na zadumę i refleksję, czas na retrospekcję swoich dni, na analizę działań. Czas na długie spacery, na miłość i nicnierobienie. Czas na jesień.

Rok temu pożegnałam mojego Tatę. Dziś z perspektywy czasu patrzę na ostatnie lata jego życia. Na spokój dni, które nieubłaganie były dla niego coraz krótsze. Na uczucie zimna, które notorycznie mu towarzyszyło, a wynikało ze starzenia się organizmu. Na przydługie wieczory. Na coraz mniejsze pokłady siły i coraz większe trudności w codzienności. Ale także na radość jaką wywoływały wspólnie spędzone chwile, gdy gromada szkrabów biegała po mieszkaniu, a on opowiadał o czasach swojej młodości. Gdy uśmiechał się mówiąc, że miał szczęśliwe, pełne życie. Gdy cieszył się z nadchodzących świąt, choć z tyłu głowy miał poczucie, że mogą być jego ostatnimi. To nieodzownie kojarzy się z zimą. Z jednej strony szarą i ciemną, a z drugiej przepełnioną magią Świąt.

Konkluzją tych rozmyślań nie jest chęć powrotu do wiosny, zachwyt nad latem czy żal uciekających dni. Raczej fakt, że wielu z nas zamiast cieszyć się każdą chwilą swojego życia, tak jak każdą z pór roku i czerpać z nich to co najpiękniejsze, ciągle narzeka. Ciągle czekamy na coś innego, ciągle próbujemy zaklinać czas, na siłę go zatrzymać lub przyspieszać. Nie potrafimy być tu i teraz. A tak naprawdę to na tym polega życie. Na byciu obecnym w teraźniejszości. Nie zmienimy tego co było, ani nie unikniemy tego co będzie. To wykracza poza nasze możliwości.  Teraz koncentruje się na tym, by w pełni przeżywać każdy kolejny dzień, niezależnie od pory roku.

Published By
Sylwia Koszela

4 komentarze

Dagmara

Piękny tekst, czasem jednak trudno się zatrzymać w natłoku codziennych spraw, obowiązków zapominamy, że jesteśmy tu tylko na „chwilę”.

Sylwia i Olek

Bardzo dziękujemy:)
Z serdecznościami.
Sylwia i Olek

Renata MALONE

Dziękuję za Pana przemyślenia, a jeszcze bardziej za chęć i odwagę dzielenia się nimi ze światem.

Sylwia i Olek

My dziękujemy za uznanie i chęć czytania naszych przemyśleń. Ten tekst akurat był Sylwii ale to bez znaczenia:) Zazwyczaj każdy nasz wpis poprzedzony jest długimi rozmowami i wnioskami z obu stron.
Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy do dalszej lektury naszego bloga.
Sylwia i Olek

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *